niedziela, 23 listopada 2014

Zamiast białych myszek

Zamiast białych myszek zobaczyłam dzisiaj rano na trawniku białe gołębie. A w każdym razie tak mi się wydawało, że wśród stada "tradycyjnych" gołębi siedzą takie ładne, eleganckie, białe i wspólnie jedzą rozsypany chleb. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to nie jakaś grupa uciekinierów z hodowli, tylko banda dziesięciu mew śmieszek urzęduje na trawniku i podkrada gołębiom śniadanie. Biedne gołębie w ogóle były na straconej pozycji, bo oprócz śmieszek-złodziejek w kolejce do chleba ustawiły się też licznie gawrony i kawki. Istny tłum.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Poranek spacerowy

Szaro-buro i ponuro, ok. 5 stopni, ale spacer musi być. I to dwugodzinny, wiodący przez okoliczne osiedla. Z ornitologicznych osiągnięć psa - zmusił dwa najprawdziwsze, niepodrabiane wróble do wyskoczenia spod krzaka. Dwa samce z dziobami napchanymi jedzeniem musiały przerwać na chwilę posiłek. Pewnie zaraz wróciły pod krzak. Wypatrzyłam noclegownię bogatek nad jednym ze sklepów. W murze jest seria otworów we wnęce, w sam raz na wymiar bogatek. Dwie właśnie korzystały z wnęki i otworów, a pobliski krzak aż się cały ruszał od sikorek, więc podejrzewam, że docelowo w tych wnękach potrafi ich być całkiem sporo. Samotny czyżyk latał w pobliżu bloków i nawoływał. W lasku na Złotego Wieku bogatek i modraszek zatrzęsienie, żerują wysoko w koronach drzew. Wraz z nimi kowaliki, bardzo wszędobylskie i wojownicze. Jeden urzędował nawet na daszku od kosza na śmieci, a potem poleciał przeganiać dziobem i szponami kolegę tego samego gatunku. Oberwało się też pełzaczowi, który musiał się ewakuować z piskiem. Gile w czterech miejscach dawały znać o sobie. Kosy napuszone siedziały całą grupą w krzakach i nie zamierzały się przed nikim chować. Tylko się leniwie przeciągały na widok człowieka. Pojedyncza śmieszka musiała uciekać przez atakującą kawką i gawronem. Dalsze trzy już miały spokój. Na drzewie wśród pól spotkałam (oprócz pęczka bogatek) co najmniej 10 raniuszków. Leciały i leciały, jeden za drugim, z tymi długimi ogonami.
W okolicach południa drugi spacer - do lasku i na pola. W lasku znów powtórka z zestawu kowalik+pełzacz+bogatki. Hałasu też było dużo, ale to może z okazji tego, że pojawiła im się nad głowami niespodziewanie śmieszka. A śmieszka leciała nie bez powodu, bo pola przemierzał najlepszy przyjaciel śmieszek - traktor. Po świeżo zaoranej ziemi maszerowała grupa śmieszek, a jeszcze większa chmara leciała tuż za traktorem. Potrzosy buszują w trawach, jeden dzisiaj dał się podglądnąć, jak się huśtał na wietrze.

piątek, 24 października 2014

Ptak miesiąca

Gatunkiem ptaka, który spotykałam w tym miesiącu często, a którego się nie spodziewałam aż w tylu miejscach jest zdecydowanie mysikrólik. Dzisiaj zaskoczyły mnie dwa mysikróliki buszujące w zaroślach tuż przy polach, na stałej trasie spacerowej. Nie bały się obserwującego ich człowieka, tylko cierpliwie przeglądały krzak gałązka po gałązce, nie raz wisząc głową w dół, w poszukiwaniu jedzenia. Miło, że można je spotkać tak blisko.
Bogatki były dzisiaj wyjątkowo łatwe do policzenia, kulturalnie przelatywały między jednym drzewem a drugim, na wysokości moich oczu, jedna po drugiej, niemalże w równych odstępach czasu. Naliczyłam 14.

Siedząc w domu, usłyszałam coś jakby uderzające w parapet krople deszczu, a wiedziałam, że na pewno nie pada. "Deszczem" były dwie urzędujące na parapecie bogatki, a dla towarzystwa dziś miały po raz pierwszy modraszkę, która wisząc na ścianie wyciągała szyję w kierunku wnętrza pokoju. Sikorkom zabawa w lądowanie na oknie bardzo się podoba. Ja byłam tuż za firanką, a bogatka wspinała się na czubek pobliskiego drzewa i z tego czubka startowała, lecąc prosto w moim kierunku. Tuż przy szybie zmieniała kierunek i albo lądowała na parapecie, albo odwiedzała sąsiadów piętro niżej, lub wyżej. Jak wylądowała na parapecie, to jeszcze podfruwała kilkakrotnie do góry, żeby lepiej widzieć, co się dzieje w pokoju. Zabawę w startowanie z czubka drzewa uskuteczniało kilka sikorek, widocznie im się spodobało.

wtorek, 21 października 2014

Spacer bladym świtem

Dawno nie byłam na spacerze z psem tak wcześnie. Nawet sam pies nie bardzo wiedział, co ma robić na takim spacerze. Ciemno wszędzie, ale kosy nie śpią. Krzyczą tak, że aż uszy bolą. Dopiero teraz słychać, ile ich tak naprawdę jest w tym lasku. W ciągu dnia ich jakoś nie widać, ale teraz wydało się, że wcale się nigdzie nie wyniosły, tylko są aktywne wcześnie rano, a w ciągu dnia siedzą spokojnie i nie rzucają się w oczy. Za to teraz były aż hiperaktywne, biegały po ścieżkach tam i z powrotem, pojedynczo i grupami. Oprócz kosów słychać było jeszcze tylko sroki i jednego zaniepokojonego ich obecnością rudzika. Pierwsza sikorka, która obudziła się na tyle, żeby zacząć wydawać z siebie dźwięki, dała o sobie znać dopiero o 6:45. Natychmiast dołączyły do niej inne i zrobiło się jeszcze głośniej w lasku.
Z wieści działkowych - drzewko z zamontowanym orzechem cieszy się coraz większym zainteresowaniem sikorek. Co się dało wymontować i zabrać na wynos, zostało już dawno wyniesione, a ta część orzecha, która nie dała się wydłubać spomiędzy gałęzi została obdziobana tak, że chyba ani atomu orzecha nie zostało, pusta skorupka.

niedziela, 19 października 2014

Poranek we mgle

Od rana zimno i bardzo mgliście, słońce ledwie ledwie się przebija przez tą gęstą "watę". Ale ptaki nie przejmują się pogodą. Pierwszy dał o sobie znać pierwiosnek, który usadowił się na drzewie blisko okna i śpiewał na całego. Oczywiście otoczony wianuszkiem sikorek, które było widać nawet bez używania żadnych lornetek. Chwila mojej nieobecności w pokoju i po powrocie przywitało mnie radosne "pink pink pink" dobiegające z bliskiej odległości. To bogatka zamontowała się na bocznej ścianie przy oknie i przekrzywiając głowę z zainteresowaniem śledziła moje poczynania w pokoju.

sobota, 18 października 2014

Dolina Mnikowska

Zima idzie, bo mewy śmieszki rozpoczęły już patrolowanie osiedla w poszukiwaniu jedzenia. Wczoraj widziałam 5 śmieszek, a dziś o podobnej porze i w podobnym miejscu 3. Miejscowe ptaki raczej nie są tym faktem zachwycone, bo wczoraj doszło do regularnej bitki między śmieszkami, a kawkami i srokami. Oprócz śmieszek nadciągnęła wczoraj wielka grupa sikorek, leciały z okolic Zesławic. Stado liczyło około setki osobników i składało się przede wszystkim z bogatek. Miejscowe bogatki od razu wmieszały się w grupę "gości" i zgodnie część obsiadła balkony, dachy i ściany pobliskiego bloku, a reszta poleciała prosto do lasku. Przy tej ilości ptaków przez chwilę wszystko się dosłownie ruszało, bogatki wyczyniały różne akrobacje na balustradach i zadaszeniach balkonów.

Popołudniowa wyprawa do doliny Mnikowskiej zapowiadała się na spacer w deszczu, ale na szczęście nie padało, a nawet na chwilę wyglądnęło słońce i bardzo ładnie oświetliło okolicę. Dolinka bardzo krótka, ale ładna, szczególnie teraz jesienią, kiedy liście mają różne kolory więc w kombinacji z biało-szarymi skałami dają bardzo malowniczy efekt. W porównaniu do innych dolinek, ta jest bardzo licznie zasiedlona przez ptaki. Zdecydowanie rządzi tutaj strzyżyk, którego niezadowolony głos słychać nawet z dużej odległości. Dopiero po dłuższym wypatrywaniu udaje się znaleźć źródło dźwięku - maleńki brązowy ptaszek siedzi na korzeniu tuż nad potokiem i krzyczy w niebogłosy, że mu ludzie przeszkadzają. Pomachał zadartym ogonem, zrobił kilkanaście przysiadów i zniknął w zaroślach. W drodze powrotnej przedstawienie odbyło się jeszcze raz, więc on chyba tak komentuje obecność każdej nowej osoby na szlaku. Kowaliki żerują z animuszem i przeganiają się z piskiem, jak tylko natrafią na przedstawiciela własnego gatunku. Sikorek mnóstwo. Po wyjściu z doliny i krótkim spacerze szlakiem, można natrafić na taki miniaturowy "ptasi raj". Niewielki staw gęsto porośnięty trzciną i otoczony sporą ilością krzewów. Wszystko aż kipi od ptaków. Szczególnie kosy upodobały sobie to miejsce i oczywiście sikorki, które człowieka nie bały się w ogóle. Oprócz wszechobecnych bogatek, były też całkiem liczne modraszki i co najmniej jedna sikorka w typie ubogiej/czarnogłówki. Niestety do zdjęć pozować nie chciała, więc pozostanie nie do końca rozpoznana. Dzięcioły odzywają się na przemian - raz zielony, raz duży. Latają czyżyki i szczygły. W zaroślach non stop coś ćwierkało i szeleściło. Chyba ptakom spodobała się chwilowa poprawa pogody i ładne słońce.

poniedziałek, 6 października 2014

Wieści z działki

Dzisiaj się dowiedziałam, że na działce w tajemniczych okolicznościach znikają rozłupane orzechy włoskie z talerza na werandzie. Podejrzenia udało się szybko zawęzić do pewnej konkretnej grupy, bo złodzieje pozostawili po sobie na stole...ptasie kupy. Winnych udało się przyłapać na gorącym uczynku, podczas kradzieży kolejnego orzecha - to bogatki! Zrzuciły sobie połówkę orzecha na podłogę i toczyły przy użyciu dzioba i łap. Prawowity właściciel orzecha był łaskawy i pomógł złodziejom - rozłupał porzuconego orzecha dokładniej. Zawartość łupiny została wyjedzona przez bogatki błyskawicznie, a resztki łupinki przeniesione w dziobach wylądowały na posesji sąsiadów. Sikorki zmobilizowały przy okazji ludzi do porządków na werandzie, bo zaczęły przesiadywać na pozostawionym na balustradzie nożu, ze szczególnym uwzględnieniem ostrza. Jeszcze sobie łapy poucinają.

A osiedlowe sikorki też nie próżnują, dzisiaj widziałam brygadę modraszek wspinających się jedna za drugą po pniu, niczym pełzacze. Mieszana grupa bogatkowo-modraszkowa nieustająco prowadzi przegląd liści na drzewach rosnących tuż przy bloku. Najbardziej mnie śmieszy, jak wieszają się na czubkach liści i spadają, bo są za ciężkie. Nie zrażone niczym otrzepują się i lądują na kolejnym czubku liścia.